DODZWONIŁES SIĘ DO NADDNIESTRZA – WSPOMNIENIA Z ROWEROWEJ WYPRAWY DO MOŁDAWI I NADDNIESTRZA

Moje wspomnienia z wyprawy:

  • bardzo dobre drogi w Polsce, kierowcy mało wyrozumiali, pogoda była raczej pochmurna, niekiedy obfite opady deszczu ale to nie przeszkadzało w jeździe
  • Pierwszy przystanek ze smacznym posiłkiem, pieczone udko z kurczaka
  • Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów, szybki zjazd i kolizja 4 rowerzystów, kierowca ciężarówki przytomnie zahamował, przestroga na przyszłość
  • Dobre tempo na polskich drogach, nie zwalnialiśmy nawet w deszczu
  • Nocleg w Domu kultury i zimny odświeżający prysznic na plebani po przejechaniu prawie 240 km
  • Pierwszą oponę przebiłem z powodu słabej jakości taśmy na feldze, na szczęście to nie była pierwsza guma na wyprawie
  • Kolejny dzień po polskich drogach, tym razem trochę dziur i kawałek polnej drogi, prysznic z węża ogrodowego, trochę maści chłodzącej, bigos na kolację, ognisko z pyszną kiełbasą i noc w namiocie z żabą
  • Trasa do Lublina była przyzwoita, niestety trochę pobłądziliśmy ale nocleg u sióstr był dla mnie jak w Hotelu z pięcioma gwiazdkami. Łóżko, prysznic, porządek i odrobina relaksu. Żal było stamtąd wyjeżdżać.
  • Dostałem „nową” korbę od ks. Mariusza
  • Kolejny przystanek okazał się ucztą, fakt jest taki że ledwo wstałem od stołu w rodzinnym domu ks. Mariusza
  • Przekroczenie granicy w różowych strojach okazało się znacznie prostsze niż zakładano, w momencie znaleźliśmy się w Ukrainie i ku zaskoczeniu drogi nadał były równe więc kilometry szybko mijały
  • Jadąc przez Ukrainę miałem wrażenie jakby czas się tu zatrzymał, ludzie częściej nas pozdrawiali, odniosłem wrażenie że sąsiedzi nie wiszą tu na płotach po to aby sprawdzić czy na podwórzu nie stoi nowe Audi ale po to aby zwyczajnie porozmawiać, bez zazdrości i zawiści
  • Lwów to piękne miasto z przeważającą ilością dróg brukowych albo remontowanych, każdy powinien odwiedzić to miasto, tu też mieliśmy kolejny komfortowy nocleg
  • Droga do Tarnopola była całkiem niezła, niestety znów padał deszcz ale na szczęście mieliśmy kolejny nocleg z łóżkami, w sumie to mógłbym się do tego przyzwyczaić
  • Przystanek w Kamieńcu Podolskim i zwiedzanie zamku oraz skosztowanie tutejszego gulaszu w restauracji było bardzo przyjemnym zakończeniem kolejnego dnia wyprawy, na dodatek znów czekało na mnie łóżko
  • Jadąc dalej do Mołdawii drogi stawały się coraz gorsze, na granicy trochę nas przetrzymali, ale szczęśliwie dojechaliśmy tego dnia na przepyszną kolację z zupą i warzywami, tego było nam trzeba
  • Kolejny dzień zakończyliśmy w Republice Naddniestrzańskiej, gdzie czekała na nas przygotowana kolacja, skosztowałem bardzo smacznego sera koziego, żałuję że nic nie zostało na kolejny dzień
  • Na całej wyprawie przebiłem 5 dętek co osobiście uważam za dość dużą ilość i pewnie gdyby był ranking to zająłbym pierwsze miejsce
  • Wiem że inni mieli lepsze prędkości na zjazdach ale ja i tak jestem zadowolony z 73 km/h
  • Podobało mi się również to że czekaliśmy w sytuacjach awaryjnych całą grupą oraz że nikt nie poszedł do busa, no powiedzmy że tak było

Marcin Jędro

Pomimo posiadającego już jakiegoś doświadczenia z poprzedniej wyprawy (Londyn-2014) przyznaję , że odczuwałem lekką presje.

Lekkie napięcie można było wyczuć też na starcie w Koszalinie. Pierwsze dni mimo , że nie zapowiadały się źle to warunki atmosferyczne nie sprzyjały.

Po paru dniach można było wyczuć lekkie podzielenie ekipy na parę grup mimo to wszyscy dobrze się trzymali i jechali dalej , kłopoty zaczęły się dopiero na Ukrainie, gdzie drogi miejscowych nie rozpieszczały lekko mówiąc. Mimo słabych dróg pogoda wcale nie była lepsza. Pomimo tych trudności wszyscy dotarli na miejsce mety do Naddnietrzańskiej stolicy- Tyraspolu. 4 lata temu po wyprawie do Anglii myślałem , że najważniejsze jest to co zobaczyliśmy i miejsca , które zwiedziliśmy , jednak po wyprawie w tym roku zmieniło się moje zdanie. Mimo, że miejsca , miasta i inne obiekty są ważne myślę teraz , że najważniejsi są ludzie, te osoby które poznaliśmy i przede wszystkim atmosfera w zespole której tym razem trochę zabrakło. Wszystko jednak podsumowuje bardzo dobrze zwiedziłem sporą część Europy i świetnie spędziłem te dwa tygodnie wakacji.

Mateusz Trejder 

Ten wyjazd był moim najlepszym wyczynem który zrobiłem i dokonałem. Wspomnienia z tej wyprawy zostaną mi do końca życia w głowie cieszę się że mogłem pokonać taka trasę z księdzem. Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

Oskar Kaczmarek 

To była moja druga wyprawa rowerowa. W tym roku pojechaliśmy do Mołdawii. Było fajnie chociaż większość wyprawy jechaliśmy w deszczu. Najgorsze drogi pełne dziur były na Ukrainie a najlepsze w Polsce. Najgorszym dniem był dzień kiedy musieliśmy się chować przed burzą u ludzi.

Michał Pańko

Była to moja 2 wyprawa rowerowa, tym razem do Mołdawii (Republiki Naddniestrzańskiej). Pierwsze trzy dni jechało mi się bardzo dobrze chociaż pogoda nie dopisywała, przez kolejne dni czułem bóle mięśni nóg. Chociaż miałem jedną kraksę wyprawę należy zaliczyć do udanej. Nigdy nie widziałem takich dróg jakie są na Ukrainie. Chodzi mi w szczególności o ich stan techniczny, czyli dziury przez które pękały nam dętki i opóźniło  to nam przyjazd do danego celu. Za rok na pewno pojadę na wyprawę rowerową.

Cezary Kołodziejczyk

Pierwszy dzień wyprawy był najgorszy, najpierw poprzez lejący deszcz a później poprzez  bardzo niebezpieczną kraksę w której brałem udział. Lekko się pozdzierałem ale najbardziej bolał mnie mój rower, który miał połamane koło, myślałem że  już  pójdę do busa, ale dzięki serwisowi, który był zapewniony rower  został naprawiony co pozwoliło mi jechać dalej. Następne dni były bardzo ciężkie do pokonania dzięki warunkom pogodowym, oraz jakości dróg za granicą, na które nie byłem w ogóle przygotowany. Ale wiedziałem, że trenowałem ciężko i wiedziałem, że musi mi się to udać. Na sam początek jechaliśmy  w Polsce, było bardzo ciężko, ale droga była płaska i bardzo szybko się jechało bo drogi były jakościowo bardzo dobre więc dzięki nim przez pierwsze 4 dni dzięki nimi pokonaliśmy 800km, co nam dało średnią 200km dziennie. Droga była fantastyczna od pagórków aż po zjazdy. Następnie wjechaliśmy na teren Ukrainy. Po przejechaniu kilku kilometrów było widać że ludzie w tamtych rejonach są bardziej sympatyczniejsi wobec nas okazując to machaniem  i pozdrowieniami. Drogi już nie były już tak dobre jak w Polsce, wiec już nie było tak łatwo pokonać 200km w 1 dzień. Podczas jazdy trzeba było zachować podwójną ostrożność. Zaliczyliśmy kilka kraks oraz pękniętych dętek. Moją maksymalną prędkość  osiągnąłem na Ukrainie zjeżdżając 73km/h  ze strachem po kraksie. W ostatni dzień w którym byliśmy w Ukrainie temperatura w słońcu wynosiła 52C było fantastycznie bardzo lubię jeździć jak jest cieplutko, ale w ten dzień było za gorąco, myślałem że ręce mi się spalą. Następnym krajem do którego wjechaliśmy była Mołdawia słyszałem o tym kraju wiele, że jest najbiedniejszym krajem w Europie, ale byłem w wielkim szoku gdy zobaczyłem drogi które jakościowo były o wiele lepsze niż te na Ukrainie. Budynki wyglądały jak polska w latach dziewięćdziesiątych. Ostatnim tak zwanym państwem do, którego wjechaliśmy była Republika Naddniestrzańska, nie różniła się niczym więcej od Mołdawii, wszystko wyglądało bardzo podobnie, tylko waluta była inna. Jak już dojechaliśmy do miejsca kończącego wyprawę to tradycyjnie świętowaliśmy udany sukces pijąc szampana. Wyprawa była fantastycznie zorganizowana dzięki czemu spaliśmy codziennie w domach. Po dojechaniu byłem z siebie bardzo dumny że udało mi się dojechać, chodź w ogóle nie byłem przygotowany na takie mokre warunki oraz jakości dróg. Mieliśmy też 2 dni wolne cudownego zwiedzania dzięki nim można było sobie troszkę dłużej pospać. Moim zdaniem opłaca się pojechać na taka wyprawę i nie raz jeszcze pojadę dla takich rewelacyjnych przeżyć. Dzięki wyprawie pokochałem rower i wiem ze dojadę na nim wszędzie nawet na koniec świata!!!

Adam Małecki

Witaj! Dodzwoniłeś się do Naddniestrza!!!

Takimi słowami przywitał mnie ksiądz proboszcz parafii w Rybnicy – przez chwilę zawahałem się, ale szybko usłyszałem – przybywajcie, czekamy na Was!!!

Plan kolejnej wyprawy powstał tradycyjnie w czasie powrotu z poprzednio zdobytej Macedonii. Dlaczego Mołdawia – bo tu jeszcze nie byliśmy! Powód był więc zupełnie wystarczający. Dodatkowo wyprawa przez Polskę, Ukrainę i Mołdawię miał być dobrym świętowaniem 100 lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Oprócz przejazdu przez nasz piękny kraj, trasę zaplanowaliśmy tak by był czas na zwiedzanie Lwowa z Cmentarzem Orląt Lwowskich, Twierdzy w Kamieńcu Podolskim oraz Twierdzy Chocim. Mieliśmy się również zatrzymać w historycznie Polskich  miastach: Bielcy (Moładawia) oraz Rybnica i Raszków (Naddniestrze).

Hasło Mołdawia powtarzaliśmy wszyscy i w różnych przypadkach. Nawet gdy wraz z Marcinem (kierowca busa, kucharz i logistyk wyprawy) siedzieliśmy nad mapą, to nie przyszło nam do głowy, że w pewnym momencie wjedziemy do Separatystycznej Republiki Naddniestrza. Było tak pewnie dlatego, że podświadomie nie chcieliśmy tam się znaleźć. Informacje o tym zakątku świata często mówiły o niepokojach, konfliktach na granicach i dziwnym – innym prawie panującym w tym „państwie”. Na dodatek fakt, że Naddniestrze zostało uznane jako niepodległe państwo jedynie przez Osetię Północną i Abchazję. No ale jak sprawy zaszły tak daleko, nie było odwrotu!

17 lipca po Mszy św. w kościele św. Józefa przy koszalińskiej katedrze (katedra w remoncie) z błogosławieństwem ks. proboszcza Henryka i w strugach deszczu wyruszyliśmy do tej dziwnej mety – Tyraspola – stolicy Naddniestrza. Pomimo deszczu i drogi w nieznane nastroje były bardzo dobre. Wyruszyło nas 14 rowerzystów, a w dwóch busach towarzyszył nam Pan Jan oraz Pan Marcin z synem Jakubem. Na rowerze wyruszyli: Maciej Szperling, Grzegorz Szumilas, Mateusz Trejder, Adam Małecki, Cezary Kołodziejczyk, Paweł Zietara i Michał Pańko (wszyscy z Koszalina), Marcin Nowak i Sebastian Kołodziejewski (Piła), Krystian Kosior (Słupsk), Oskar Kaczmarek (Starogard Gdański), Marcin Jędro (Golina), Paweł Woźnicki (Będzino) no i ja z Kołobrzegu.

Już po 50 km okazało się, że przygód nie zabraknie – pierwsza z sześciu kraks, które nieźle poobijały nas i sprzęt. Okazało się również, że w środku upalnego lata na 11 etapów, aż 9 będą to etapy z deszczem i burzami, które czasami miały bardzo gwałtowny przebieg (było ciekawie jak przed wyrywającą drzewa wichurą schowaliśmy się w domku, gdzie gospodyni z początku była przerażona niezapowiedzianymi gośćmi, a po chwili żałowała, że nie ma tyle obiadu na kuchni by nas wszystkich nakarmić). W dodatku jak tylko wjechaliśmy w głąb Ukrainy, drogi przestały przypominać to co powinno kryć się pod tą nazwą; w Mołdawii było z tym jeszcze gorzej (jazda na rowerze przypominała raczej jazdę na narowistym byku podczas korridy). O dziwo nawierzchnia poprawiła się na terenie Naddniestrza, które rzeczywiście zaprezentowało się lepiej od swoich są sąsiednich krajów.

W czasie 1800 km trasy, najdłuższy etap wyniósł 232km, najwyższa średnia uzyskana przez cały dzień to 30km/h a największy max prędkości to 82,7 km/h. najciekawsze miejsca to Lwów, Kamieniec Podolski i Twierdza Chocim oraz podziemna winnica Cricova w Mołdawii.  Na Całej trasie nikt nie pękł i nie wsiadł do busa, wszyscy dali radę choć bandaże, plastry, leki przeciwbólowe i żele uśmierzające ból cieszyły się dużym powodzeniem.  Okazało się, że owa czternastka to twardzi faceci – i dla takich nie ma rzeczy niemożliwych. A Naddniestrze nie jest wcale straszne i mieszka tam wielu pogodnych i życzliwych ludzi, a więc warto ich odwiedzać!!!

No i nie da się ukryć, że Polska to był wielki kraj, do dzisiaj jest w tamtych dziwnych stronach świata wiele pamiątek dawnej świetności. Wszędzie gdzie byliśmy, byliśmy dumni z naszej historii i wdzięczni za obecność naszych rodaków, a szczególnie polskich księży, którzy chętnie i radośnie nas gościli.

Ks. Mariusz Ambroziewicz

 

SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA DLA:

  • Pani dr Zofii Ilijasz
  • ks. Dariusza Jastrzębia
  • Pana Kazimierza Dargacz
  • Pani Marii Trejder – UBEZPIECZENIA
  • Pana Adama Krawczyka i Pana Ryszarda Czopika i firmy VAN PUR
  • p. Romana Synowskiego i firmy WINDHUNTER i AKADEMIA WIATRU
  • p. Jaromira Kaczanowskiego i firmy FUHRMANN (BROWAR POŁCZYN)
  • p. Jana Antkowiak i firmy JAANBIKES
  • p. Jarosława Maciejewskiego i firmy PIEK – HURT
  • Caritas diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej
  • Młodzieżowego Ośrodka Adaptacji Społecznej w Koszalinie
  • Firmy PHARMA NORD
  • Firmy VICTORIA CYMES
  • KOSZALIŃSKIEGO KATEDRALNEGO KLUBU SPORTOWEGO
  • Wszystkim, którzy się za nas modlili, dali nam dach nad głową i podzielili się posiłkiem

• Podziel się przez:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Blip
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj