Koszalin – Magreglio – Rzym – wspomnienia z rowerowej pielgrzymki

Wyprawa do Rzymu przez Magreglio , która odbyła się w dwóch pierwszych tygodniach lipca mimo, że miewała swoje gorsze momenty ostatecznie chyba nikt nie żałował wyjazdu z Księdzem Mariuszem i całą rowerową pielgrzymką. Kolejną swoją wyprawę będę wspominał z resztą tak jak i poprzednie, czyli bardzo dobrze. Spodziewałem się, że podróż rowerem przez alpejskie góry będzie ciężka i wymagająca, jednak nie spodziewałem się aż tak ciężkiej przeprawy przez część krajów alpejskich. Mimo tych trudności grupa w komplecie trafiła do Rzymu , gdzie zostaliśmy znakomicie przyjęci przez zaprzyjaźnione siostry Pallotynki. Cała grupa liczyła 19 osób mimo, że nie zawsze trzymała się w kupie to koniec końców w ważnych momentach potrafiliśmy znaczyć jedność. Po całej tej wyprawie mogę żałować tylko jednego, że już się skończyła. 

Jeszcze raz za wszystko dziękuje i polecam się na przyszłość.  

Mateusz Trejder

 

Wyprawa 2019 Tegoroczna wyprawa zaczęła się dla mnie na długo przed tym, jak wsiadłam na rower. Wiele przeszkód stało na drodze, które wymagały mądrych decyzji. Cieszę się z ich skutków, dzięki nim wyruszyłam w kolejną drogę, liczącą 2100 km. Każdy dzień był niespodzianką. Nie wiedziałam co i kogo spotkam na trasie.  Jednak to, co widzieliśmy po drodze, jest nie do opisania! Alpy, które przerażają swoim ogromem, długimi podjazdami, kryją w swych zakamarkach przepiękne jeziora, widoki na zaśnieżone góry, wodospady oraz szerokie pasma winnic. Szczerze mówiąc, te dni w górach pamiętam najlepiej. Nie sposób zapomnieć takiego krajobrazu, mimo wysokości, które trzeba było zdobyć czasem w kilka godzin, a zjechać z nich pobijając swoją życiową maksymalną prędkość (79,76 km/h) w zaledwie 5-10 minut. Jeden z podjazdów był szczególny. Wcale nie dlatego, że liczył 11 km i ponad 800 m wysokości, lecz dlatego, że na jego szczycie znajduje się ważne miejsce dla wszystkich kolaży – Sanktuarium Matki Bożej Patronki Kolarzy (Madonna del Ghisallo Magreglio). Wspinając się na górę rowerem, nie byłam przygotowana na to, co mnie tam czeka. Wewnętrznie jednak czułam, że tę trasę muszę pokonać sama, cokolwiek by się nie działo. Długi i stromy podjazd sprawiał trudności, dodatkowo żar z nieba i niewspółpracujący łańcuch w rowerze nie ułatwiały tej drogi. Wszelkie niewygody zostały wynagrodzone gromkim dopingiem, który dostałam wyjeżdżając na szczyt – jestem za niego bardzo wdzięczna! Gdy weszłam do Sanktuarium, dotarło do mnie co zrobiłam i jak wielu kolaży wcześniej, dokonało tego samego. Moje wzruszenie nie miało końca. Byłam szczęśliwa, że jestem właśnie w tym miejscu i mogę podziękować za każdy bezpiecznie przejechany kilometr. Liczba rowerów, proporczyków, odznaczeń znajdujących się wewnątrz Sanktuarium świadczą o tym, że nie tylko „mali” ale także i wielcy kolarze zawierzyli swoją sportową pasję Matce Bożej. Obok Sanktuarium znajduje się muzeum poświęcone pamięci kolarzom, którzy wyróżnili się na przestrzeni lat. Część z nich, po zakónczonej karierze zostawiła swój rower, koszulkę lidera, i inne pamiątki z wyścigów. Po wizycie w muzeum modliliśmy się Mszę Świętą w Magreglio, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i wyruszyliśmy dalej w drogę.

Katarzyna Derda

 

Wspomnień z tegorocznej wyprawy do słonecznej Italii mam bardzo wiele. Począwszy od naszego pierwszego postoju i gościnności ks. Bartka w Białogardzie, do ostatniego wywołanego pękniętą dętką na przedmieściach Rzymu. Podczas wyprawy nauczyliśmy się samodzielności, wytrwałości , oraz cierpliwości w drodze do naszego celu. Poznaliśmy również kultury, historie i zabytki odwiedzanych przez nas krajów. Była to już moja trzecia i najlepsza wyprawa rowerowa, myślę że nie zapomnę jej do końca życia.

Paweł Ziętara

 

  1. Pierwszy dzień trasa do Barlinka w 37 stopniowym upale nie należała do łatwych. Droga bardzo dobra. Zdarzył się wypadek, ale na szczęście ucierpiały tylko rowery. Wieczorem do wyboru jezioro lub szlauf.
  2. Przejechaliśmy granice Polski z Niemcami w dobrych nastrojach. Do Cottbus droga była bardzo dobra. Nocleg w fajnych warunkach 🙂
  3. Do Drezna mieliśmy tylko ok 110 km. Droga znośna lekko z wiatrem. Trzymaliśmy dobre tempo. Byliśmy już lekko zmęczeni, ale daliśmy rade. Zwiedziliśmy piękne Drezno i dzięki sponsorowi mogliśmy nacieszyć się pokojami z prysznicem 😉
  4. Kolejny dzień do lekkich nie należał same podjazdy po których następowały zjazdy! 😁! Były spadki sił, i kilka na szczęście nie groźnych wypadków!!! 💪kierowcy mało wyrozumiali. Czekał na nas przyzwoity nocleg pod Pilznem w magicznym domu Templariuszy.
  5. Wróciliśmy do Niemiec. Początek drogi super jednak siły i krótkie noce zaczynały dawać się we znaki. Wszyscy lekko zmęczeni. Do przejechania było 172km. Zaczęły bolec kolana. Nocleg super w sali gimnastycznej – prysznice bez kolejki i pizza na kolacje. Tego było nam trzeba.
  6. Tego dnia mieliśmy tylko 105 km. Trasa przyzwoita. O 14 dotarliśmy do Monachium. Resztę dnia zwiedzaliśmy. Miasto z przepiękna architektura i równie ciekawą historia! Spaliśmy w polskiej szkole parafialnej.
  7. Wjechaliśmy w góry wysokie do Austrii. Do przejechania mieliśmy ok 184km. Jazda w górę jak i w dól nie należała  do najłatwiejszych warunki i zmęczenie powoli dają się we znaki…
  8. Niedziela – popadało ale odpuściło po kilkudziesięciu kilometrach. Ciąg dalszy jazdy przez Alpy. Mieliśmy okazje podziwiać przepiękną malownicza Szwajcarię. Trasa była wymagająca, cały czas podjazdy i zjazdy do tego pod wiatr. Tego dnia przekroczyliśmy dwie granice tym samym  dotarliśmy do Włoch. Spaliśmy w namiotach  z przepięknym widokiem na góry i jezioro Como!
  9. Tego dnia przebyliśmy przeprawę promowa nawet z dodatkowym – darmowym rejsem🙂 miało być lżej ale czekała na nas jedna niespodzianka o której wiedział chyba tylko sam ksiądz Mariusz 🙂 Przejechaliśmy ponad 10 km w górę do Magreglio – miasteczka kolarzy. Zwiedziliśmy tamtejsze muzeum kolarstwa oraz odprawiliśmy Msze dziękczynna za udany podjazd i szczęśliwa dalsza podróż. Dla takich chwil warto żyć! Przystanek w Mediolanie i kolejny wyczekiwany przez wszystkich dzień na zwiedzanie miasta!
  10. Dzień wolny – ksiądz Piotr oprowadził nas po Mediolanie i przekazał wiele ciekawych informacji o historii miasta! Za co wielkie dzięki!!
  11. Z zaplanowanych 240 km przejechaliśmy tylko ok 200. Trasa ciężka a Włoskie drogi nie pomagały. Spaliśmy w namiotach i kąpaliśmy się w lodowatej wodzie ze studni! To był czad! Ciepła kolacja na zakończenie dnia! Mniam 🙂
  12. Dotarliśmy do Asyżu. Było deszczowo ale zwiedzanie zaliczone! Ksiądz Mariusz poczęstował nas porządna dawka wiedzy o historii św. Franciszka. Kolacja na mieście – piękne zakończenie dnia!
  13. Sobota – ostatni dzień drogi. Drogi dziurawe jak byk! Jechało się ciężko, ciągle w górę i w dół ale nastroje dopisywały. Doświadczyliśmy burzy i silnego wiatru. Przejechaliśmy przez piękna Narnię. W sumie złapanych 9 gum. Do Rzymu dotarliśmy ok godz. 20. Zostaliśmy ciepło przywitani. Czekał na nas komfortowy nocleg. I tu wyprawa dobiegła końca. Kolejne dni rowerów nie widzieliśmy. Zwiedzaliśmy i podziwialiśmy zachwycająca architekturę oraz historię łącząca się z nią. Dzięki siostrze Justynie mogliśmy zobaczyć wszystko co najważniejsze w Rzymie i w Watykanie.
  14. Dziękujemy za możliwość zobaczenia tych wszystkich niesamowitych miejsc i za cała wyprawę!

Marlena Stawska i Sebastian Kołodziejewski

 

Pierwszy dzień wyprawy był spokojny i bardzo przyjemny, wyjechaliśmy z Koszalina byliśmy pełni sił i pogoda nam dopisywała. Następne dni nie były już takie wygodne zaczęły się pierwsze dolegliwości bólu, od bólu tyłka po nieprzyzwyczajonym do tego wysiłku bólu mięśni. Pierwszego dnia jechaliśmy w Polsce dojechaliśmy do Barlinka, tego dnia skończyły się już komforty, które mamy w domach, zostało tylko ty, rower i twoi przyjaciele,  następnego dnia przekroczyliśmy już granice wjeżdżając do Niemiec. Jak jechaliśmy było bardzo fajnie, większość już się znała z poprzednich wypraw więc było raźniej i milej. Czwartego dnia wjechaliśmy do Czech ale już kolejnego dnia wróciliśmy do Niemiec. Później Przejechaliśmy przez Austrię oraz Szwajcarię dojeżdżając do granic Włoch. Po niedługim czasie doszedłem do wniosku ze ludzie mieszkający na wschodzie bardziej szanują drugiego człowieka i są bardziej pomocni niż ci mieszkający na zachodzie. Wtedy zaczęły się góry pod które musieliśmy podjechać sięgające nawet około 1800m. Najbardziej byłem z siebie dumny gdy udało mi się podjechać pod 12 kilometrowy podjazd, który zaprowadził nas do Magreglio. Mówi się że prowadzą tam wszystkie drogi kolarzy. Tam gdzie są podjazdy muszą i być i zjazdy na których udało mi się zjechać z prędkością około 84 km/h pokonując swój rekord życiowy prędkości. Następne dni po wjechaniu do Włoch leciały już bardzo szybko wiedzieliśmy że jest już niedaleko słoneczko nam sprzyjało temperatura sięgała 45.9 C było bardzo gorąco ale przez całą wyprawę wiatr się nad nami nie rozczulał wiejąc na nas musieliśmy jechać ciągle pod wiatr. Ostatnie dni wyprawy były wyjątkowe. Widoki których doświadczaliśmy podczas jazdy były niesamowite kruszące się ściany skał, przeźroczyste wielkie jeziora i klimat jaki tam panował. Po dojechaniu do Rzymu miło nas bardzo ugościła nasza Siostra zakonna w domu pielgrzyma i poszliśmy zwiedzać. Moim zdaniem opłaca się pojechać na taka wyprawę poznając kolejne ciekawe zakątki naszego świata. Była to moja trzecia wyprawa wspaniała i niesamowita jak każde na których byłem pokonałem 2100km i nie raz jeszcze pojadę dla takich rewelacyjnych przeżyć. Przez tą wyprawę rower stał się moją pasją i poznałem swoje słabsze jak i mocne strony i wiem ze dojadę na nim wszędzie nawet na koniec świata!!!

Adam Małecki 

 

Była to moja 3 wyprawa rowerowa, tym razem do Rzymu. Najgorszym dniem wyprawy był 1 dzień, ponieważ było bardzo ciepło i nie byłem przyzwyczajony jechać w taką pogodę. Następne dni były już łatwiejsze aż do momentu kiedy pojawiły się góry. Wymagało to wiele wysiłku, ale też frajdy bo wiedziałem, że gdy podjadę pod górę to czeka mnie zjazd. W tym roku udało mi się pobić mój rekord prędkości, który wynosi 81km/h. Najładniejszym miastem był Asyż, ponieważ czuło się włoski klimat. Kolejne miejsce, które zrobiło na mnie wielkie wrażenie to Watykan, a szczególnie Msza św. przy grobie Świętego Jana Pawła II. Liczę na to, że za rok będzie kolejna wyprawa.

Cezary Kołodziejczyk

 

Dzień dobry! Małe podziękowanie za tak niesamowitą wyprawę, i chociaż była to moja pierwsza wyprawa wrażenia i wspomnienia po niej mam bardzo dobre. Świetne towarzystwo, mnóstwo tematów do rozmawiania podczas jazdy, świetna wycieczka, kiedy nie zawsze było łatwo i już nie raz miałem ochotę żeby dzień skończył się jak najszybciej to zawsze po 30km albo na koniec dnia buzia sama mi się uśmiechała, niezapomniana przygoda, którą trudno będzie pobić, nowe rekordy prędkości, ściganie się z samochodami podczas zjazdów, testowanie swojego własnego organizmu, taka mała duma z osiągniętego celu, ponieważ mało kto chce uwierzyć, że coś takiego jak taka wyprawa w ogóle miało miejsce, jedzenie, które zawsze dodawało energii na następne kilometry, nowe doświadczenie związane z rowerem, snem i to, że warto słuchać osób bardziej doświadczonych i chyba najważniejsze jest to, że to właśnie Ksiądz przekonał mnie do roweru i pokazał, że jest to wielka maszyna, a nie mała zabawka, przynajmniej w moim odczuciu. Jeszcze raz chcę podziękować  za wyprawę i czekam na następne. Wielkie DZIĘKI!!!

Sebastian Maciejak

 

Podczas tej wyprawy najbardziej podobały mi się widoki w górach oraz możliwość zobaczenia kultury w Rzymie. Cieszę się że mogłem pokonać własne słabości, ale najbardziej jestem szczęśliwy z powodu przebycia tej drogi ze wspaniałymi ludźmi.

Adam Teofilak

 

Pojechać do Magreglio i podziękować Madonnie del Gisallo – czyli Matce Bożej Patronce Kolarzy!!! Odkąd usłyszałem o tym miejscu oglądając jedną z edycji Giro Italia, chciałem dojechać rowerem właśnie tam! Podziękować za wszystko co do tej pory wydarzyło się w moim życiu, bo przecież ogromna jego część upłynęła na rowerze. Oczywiście zawsze warto słuchać też innych zapaleńców rowerowego pielgrzymowania, a Ci bardzo chcieli dojechać do Rzymu – no i mieli bardzo dobry pomysł!!! Czekały nas dwa święte miejsca: Stolica Matki wszystkich kolarzy i groby apostołów Piotra i Pawła no i oczywiście naszego świętego papieża Jana Pawła II. Oczywiście to nie wszystko!

30 czerwca w czasie Mszy św. w Koszalińskiej katedrze jeszcze jako wikariusz parafii katedralnej modliłem się o szczęśliwą drogę dla rowerowej pielgrzymki do Rzymu. Po wspólnym zdjęciu i paru metrach wspólnie przejechanych przekazałem dowodzenie Darkowi (wyruszył ze mną w 9 rowerową eskapadę) a ja ruszyłem do Kołobrzegu – Podczela gdzie ks. Janusz (dziekan dekanatu Kołobrzeg) wprowadził mnie w obowiązki Proboszcza parafii św. Michała Archanioła. W Mszy św. modliłem się za moich nowych parafian a ich poprosiłem również o modlitwę w intencji tych co już na dwóch kółkach wyruszyli w stronę Rzymu. Po Mszy św. szybko przebrałem się na powrót w strój kolarski i wyruszyłem na spotkanie mojej dzielnej ekipy.

Kilometry przekręcane rowerem w gronie młodszych przyjaciół dawały sporo radości. Nawet taki dziwny przypadek, że na jednym rowerze na przemian kręciły dwie osoby okazał się dobrym rozwiązaniem.

Pierwsze dwa i pół dnia to czas jaki potrzebny był aby rowerem dotrzeć z Koszalina do Drezna. Zaplanowana formuła etapów dłuższych pomagających urywać z trasy konkretne kilometry i krótszych, które pozwalają szybko dojechać, by mieć czas na zwiedzanie pięknych miejsc – okazała się bardzo dobra. Wizja popołudnia spędzonego w pięknej architekturze i z czasem wolnym była bardzo interesująca. Drezno urzekło nas piękną architekturą i tym, że to w sumie nie tak daleko od nas jest tak urocze miasto.

Kolejne dwa i pół dnia to droga wciąż na południe, gdzie z Niemiec wjechaliśmy do Czech. Niezwykłym był nocleg w dawnym klasztorze templariuszy pod Pilznem. Zwieńczeniem wysiłków tych etapów (nie było łatwo – pojawiły się konkretne podjazdy i na szczęście emocjonujące zjazdy) było zwiedzanie Monachium. Stolica Bawarii przywitała nas upalnym słońcem i niezwykłym klimatem starego miasta z przepięknym majestatycznym ratuszem.

Kolejne dni to dalsza wspinaczka, tym razem na celowniku były Alpy. Przejechaliśmy przez Austrię i Szwajcarię. Był jeden taki etap gdzie w ciągu dnia podjechaliśmy 1 kilometr w górę i zjechaliśmy 1,5 kilometra w dół. Alpy urzekały swoją potęgą i pięknem. Przejechaliśmy malownicza doliną przy Sanct Moritz na wysokości 1830 metrów. Italia do której w końcu dotarliśmy przywitała nas południowym gorącym powietrzem.

Po przygodach z biletami na prom przez jezioro Como (odbyliśmy trzy wycieczki na jednym bilecie) rozpoczęliśmy wyjątkowy podjazd. Dla mnie chyba jeden z ważniejszych w życiu. 11 kilometrów z Belagio do Magreglio – świętego miejsca dla wszystkich kolarzy. Kosztowało to wiele, ale uklęknąć przed Madonną del Gisallo i dziękować Jej za 22 rowerowe wyprawy i tysiące kilometrów przebytych rowerem – bezcenne!!! Msza święta dziękczynna w świątyni gdzie przybywały całe pokolenia największych mistrzów kolarstwa zostawiając swoje proporce, medaliony i rowery dała każdemu z nas wiele do myślenia…Bardzo życzliwe przyjęcie przez personel Muzeum Kolarstwa dopełniło pełni szczęścia tej niezwykłej wizyty u Naszej Patronki. A potem to już prosto do Mediolanu, gdzie czekał na nas ks. Piotr – organizator naszego pobytu i zwiedzania w Mediolanie. W Mediolanie pewnie wszyscy zapamiętają przepiękną bazylikę, ja również wizytę u mojego szczególnego patrona – św. Ambrożego.

Kolejne 2,5 dnia to przeprawa przez następne góry, które potrafiły zmieniać nasze plany i przepiękny Asyż, w którym czuć było klimat życia i świętości św. Franciszka.

Ostatni dzień to prawdziwa „magia” określenie to zrozumieją jedynie Ci którzy ja przeżyli. Na szczęście wieczorem wszyscy dotarli szczęśliwie do Wiecznego Miasta.

Kolejne 2,5 dnia to intensywne zwiedzanie Rzymu, który dzięki siostrze Justynie nie miał przed nami żadnych tajemnic. Odwiedziliśmy wszystkie ważne miejsca i zajrzeliśmy do wszystkich ciekawych zakamarków. Zwieńczeniem całej naszej pielgrzymki było wielkie dziękczynienie czyli Eucharystia przy grobie św. Jana Pawła II.

Co tu wiele pisać? Nie da się tego wszystkiego opowiedzieć; trzeba to przeżyć i to na rowerze!!!

Bogu niech będą dzięki!!!

Ks. Mariusz Ambroziewicz

• Podziel się przez:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Blip
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj