Próchnówko 2013 – czyli co ministranci robili w lesie?

Biorąc pod uwagę, że w lesie nad przepięknym jeziorem Betyń do stanicy harcerskiej zjechało się prawie 100 ministrantów z pięciu parafii, warto zapytać co tam ciekawego mogło się wydarzyć?

Stało się bardzo wiele! Pan Bóg kolejny raz dał wszystkim wakacje, a parę miliardów lat wcześniej stworzył przepiękny Świat. Właśnie z tego piękna tym razem zechcieli skorzystać ministranci z parafii: NSPJ w Białogardzie z ks. Bartkiem, ministranci z Katedry z ks. Mariuszem, ministranci z Trzcianki z ks. Robertem oraz ministranci z św. Jana Kantego i św. Józefa ze Słupska z ks. Piotrem.

Wszystko zaczęło się w pierwszy poniedziałek wakacji. Zamiast z plecaczkiem do szkoły, ministranci wspomnianych parafii z pełnymi plecakami zjawili się w czterech miastach, aby startując z różnych stron dotrzeć do obranego celu. Później poszukiwania właściwej drogi dojazdu do miejsca obozowania i … i wreszcie się udało dotarliśmy.

Na miejscu okazało się, że w naszym obozie brakuje jeszcze czterech namiotów, a te które są trzeba trochę poprzesuwać i poprawić. Wszyscy wiec mieli pełne ręce roboty i ciekawą lekcje stawiania dużych wojskowych namiotów. Tuz przed obiadem obóz był prawie gotowy. Pozostało jeszcze rozplanować pozostałe ważne obiekty, czyli pola do gry w różne dyscypliny sportowe. No i zaczęło się!!! Pierwsza Msza Św. w obozowym kościele z najpiękniejszym sklepieniem z błękitu nieba i słonecznych promieni.

Wieczorem ognisko i pierwsze prezentacje uczestników. Każdego dnia inne miasto. I pierwsza noc. Oczywiście ciężko było zasnąć – tyle wrażeń!. A rano gwizdek, pobudka,  zbiórka w dwuszeregu i poranna zaprawa, czyli bieganie i ćwiczenia. Jak to zrobić kiedy tak wielu ma się ustawić, pokryć i wyrównać. Z liczeniem też nie jest tak prosto bo kto o 7.00 wie, że po 16- tym jest 17-ty. Później to już wydarzenia toczą się w ogromnym tempie.

Wszyscy uczestnicy obozu byli podzieleni na cztery grupy. W sposób naturalny grupami stawały się miasta: Koszalin, Słupsk, Białogard i Trzcianka. Każdego dnia inna grupa przygotowywała śniadania i kolacje, inni sprzątali cały obóz, ktoś inny prowadził modlitwy i przygotowywał Mszę Świętą a jeszcze inni przygotowywali wieczorne ognisko i pełnili nocną wartę w obozie.

Podział na grupy, oprócz wspomnianych obowiązków i zadań dotyczył również bogatej rywalizacji sportowej. W trakcie trwania obozu bez przerwy rozgrywane były różne zawody sportowe. Piłka nożna, unihokej, badminton, siatkówka, tenis stołowy, regaty kajakowe, pływanie, piłka wodna, strzelanie i rzucanie lotkami do tarczy, skakanka i wiele innych… Każdy mógł sprawdzić swoje możliwości, walczyć o zwycięstwo indywidualne i grupowe. To grupowe wywalczyli kolejny raz ministranci z Białogardu, choć po pietach deptali im chłopcy z Koszalina, Trzcianki i Słupska.

Dal wielu był to pierwszy taki obóz. Pierwsza okazja rozpalenia ogniska, pierwsze przygotowanie śniadania i kolacji, pierwsze: wypłynięcie kajakiem, strzelanie z pistoletu czy karabinka, pierwsze spanie daleko od domu i to w środku lasu w namiocie. Nawet Msza Święta po raz pierwszy przeżywana w takiej scenerii.

I tak to właśnie było, szkoda, że jak wszystko co dobre szybko się skończyło. Ci którzy byli mówią, że warto wybrać się do lasu z dala od komputera, internetu, wygodnego łóżeczka, gotowego śniadanka, głaskania, pocieszania i podobnych udogodnień. Las i jezioro, wśród kolegów ministrantów to świetna okazja by poczuć się samodzielnym i gotowym na różne wyzwania. A przecież ministrant takim właśnie ma być – komandosem do zadań specjalnych (dla innych nie możliwych) – wszystko w służbie JEZUSA!!!

Króluj nam Chryste!!!

• Podziel się przez:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Blip
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj

One Response to Próchnówko 2013 – czyli co ministranci robili w lesie?

  1. Fantastyczna zabawa i rekreacyjno-sportowo zagospodarowane wakacje. Opiekun Ministrów dba o kondycję swojej drużyny. Gratulacje