PRZYGOTUJCIE SIĘ NA EWAKUACJĘ, BĘDZIE WIAŁO 150 km/h – CZYLI O TYM JAK STWÓRCA OPIEKOWAŁ SIĘ MINISTRANTAMI W LESIE

Tegoroczne ministranckie manewry zapowiadały się bardzo ciekawie. Na wspólne „dzikowanie” w lesie zdecydowali się ministranci z trzech parafii: koszalińskiej katedry oraz NSPJ z Białogardu i ze Słupska. Dla ministrantów z Białogardu przybyłych z ks. Krzysztofem było to już kolejne spotkanie z Bogiem, kolegami i przepiękną przyroda na terenie stanicy harcerskiej w Próchnówku. Ministranci ze Słupska wraz z ks. Marcinem i ministranci katedralni mieli radość przeżyć to wszystko w tym miejscu pierwszy raz.

Po przybyciu na miejsce (przepiękny las nad jeziorem Betyń), dostawiliśmy do sześciu już gotowych już, jeszcze dwa duże wojskowe namioty i zaczęło się!!! 55 zdolnych do wszystkiego ministrantów i 3 księży w jednym leśnym obozie z dala od miasta, wioski, sklepów i jakiejkolwiek cywilizacji – mega „dzikowanie”.

Czas na obozie był wypełniony w 200%. Pobudka była ok. 7.00 rano, potem zaprawa poranna – czyli bieganie i ćwiczenia fizyczne, modlitwa. Każdego dnia sami przygotowywaliśmy śniadania i kolacje. Oczywiście najważniejsze wydarzenie to Msza Święta w naszym polowym kościele ze ścianami z namiotów i drzew, sklepieniem z nieba i ołtarzem po środku (1/2 stołu to tenisa). Pozostały czas to sport i radość w niemal toksycznej dawce. Zacięte mecze siatkówki, pojedynki w badmintonie, tenisie stołowym, ringo i bulach. Jak przystało na prawdziwe manewry nie zabrakło zajęć z długą i krótką bronią. Oko i rękę ćwiczyliśmy również rzucając lotkami. Prawdziwym hitem okazał się turniej unihokeja. Oczywiście nikt nie liczy wojen na szyszki i inny leśny oręż.

Wieczorem ognisko, żarty i poważne sprawy. Na koniec modlitwa i cisza nocna. Jedynie wartujący przy ognisku mogli trochę dłużej porozmawiać. Zresztą wszyscy pozostali już dawno byli padnięci. Od ilości tlenu mogła boleć głowa.

Ale to wszystko to nie koniec!!! Już pierwszej nocy przeżyliśmy to co kiedyś biblijny Noe. Niebo się otworzyło i laaaało deszczem ładnych parę godzin. Saperka, okopywanie namiotów by nie spłynąć w dół lasu. Potem umiejętne szukanie miejsc w namiotach i samochodach gdzie na głowę nie pada. Niestety dla większości suchych miejsc zabrakło. Poranek to był prawdziwy krajobraz po burzy. Wszystko mokre! A to dopiero pierwsza noc!

Śniadanie, ciepła herbata, potem Msza Święta z gorącą modlitwą żeby nie padało i wszystko wyschło. No i nieustanne pytania: proszę księdza a kiedy pójdziemy na jezioro, a kiedy popływamy kajakami??? Jakby w nocy wody było mało. Po Eucharystii wielkie porządki i suszenie, starsi napinali namioty i pogłębiali okopy – jak na wojnę. A księża – doświadczeni w „dzikowaniu” rozmyślali jak to możliwe, że na 8 namiotów aż 6 kompletnie przeciekło?

Aż w pewnym momencie eureka!!! Wszystko było jasne. Wcześniejsza ekipa, która rozstawiała obóz ubrała namioty na lewą stronę. Okapy schodziły do środka, a okna nie odprowadzały tylko pompowały wodę do namiotów. No i zaczęło się. Mokre, ciężkie namioty trzeba było rozebrać i przełożyć na właściwą stronę.

Gdy praca dobiegała końca, pod koniec dnia, podszedł do nas komendant stanicy Pan Grzegorz i powiedział w zaufaniu księżom opiekunom: „przygotujcie się na ewakuację, w nocy będzie wiało 150 km/h, namioty tego nie wytrzymają i mogą latać po lesie, niech wszyscy przed snem dokładnie spakują swoje bagaże”

No ładnie, to miała być druga  długa noc. Wieczorem podsumowanie dziennych zajęć, podziękowanie dla najbardziej zaangażowanych w zabezpieczenia obozu i bardzo gorąca, pełna wiary modlitwa o dobrą, spokojna noc. I jak zwykle cisza nocna, krótka warta przy ognisku, kilka spojrzeń w niebo, nasłuchiwanie lasu i „dobra noc”

A rano? Rano wielkie zdziwienie i pełen uśmiech – słońce, błękit nieba i śpiew ptaków. Na śniadaniu podszedł do nas komendant i po cichu zapytał: „modliliście się w nocy? Cud poszło bokiem, drugą stroną jeziora”

I tak już było do końca, w nocy grzmiało i trochę padało, w dzień świeciło słońce. Pływania w jeziorze i na kajakach nikomu nie zabrakło. A piłka wodna, zawody pływackie i regaty kajakowe dostarczyło wielu wspaniałych emocji. Na każdej Eucharystii dziękowaliśmy za pogodę bo można było „dzikować” do woli i za nocne deszcze bo się nie kurzyło.

 

Króluj nam Chryste!!!

MA

ZAPRASZAMY DO OBEJRZENIA BOGATEJ GALERII ZDJĘĆ…

• Podziel się przez:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Blip
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj

One Response to PRZYGOTUJCIE SIĘ NA EWAKUACJĘ, BĘDZIE WIAŁO 150 km/h – CZYLI O TYM JAK STWÓRCA OPIEKOWAŁ SIĘ MINISTRANTAMI W LESIE

  1. Jeden z Tamtych Gości

    1 Tydzień a wspomnienia na całe życie.