ROWEROWA WYPRAWA DO MACEDONII W OCZACH I SERCACH UCZESTNIKÓW

Z wyprawy mam wiele wspomnień. Poznałem kultury kilku krajów, zwiedziłem dużo zabytków w różnych krajach i poznałem ich historię. Wspomnienia mam same pozytywne, ale zdecydowanie najlepsze jest to, że dojechałem do Macedonii na rowerze!!!

Paweł Ziętara

 

Na początku bałem się nieco wyprawy. Myślałem, że nie dojadę i będzie bardzo ciężko. Pierwsze dni faktycznie nie były dość łatwe, ale dawałem radę. Później coraz rzadziej pojawiały się chwile zwątpienia i trudności. Zobaczyłem wiele ciekawych miejsc, zabytków, spróbowałem i dojechałem.

Antoni Lebiedowicz

 

To była moja pierwsza wyprawa w życiu na rowerach. Na początku nie wierzyłem, że dam radę dojechać. Najlepiej było gdy dojechaliśmy dzień wcześniej do Skopje a najtrudniej pierwszy dzień wyprawy w górach. To było niesamowite przeżycie , sprawdzenie moich możliwości, fantastycznie spędzony czas.

Michał Pańko

 

Była to moja pierwsza taka wyprawa rowerowa. Przed wyjazdem miałem duże wątpliwości czy podołam tak ogromnemu wysiłkowi fizycznemu, nawet na tydzień przed wyjazdem chciałem zrezygnować i usłyszałem od księdza Mariusza, że ktoś musi nam gotować obiady. Teraz już wiem, że gdybym się wtedy poddał to byłaby to moja porażka życiowa. Niezapomniane jak dla mnie są widoki gór, oraz miasto Budapeszt. Panorama rozciągająca się nad tym miastem zapierała dech w piersiach. Tylko raz się poddałem, gdzie słońce prażyło z temperaturą ok. 45 stopni i bardzo tego żałowałem, ale i tak uważam iż osiągnąłem swój cel. Wyprawę można zaliczyć do bardzo udanej i myślę, że za rok na pewno pojadę jeszcze raz.

Cezary Kołodziejczyk

 

Pierwszy dzień wyprawy był spokojny przyjechaliśmy busem do Radymna gdzie ugościła nas rodzina księdza Mariusza. Następne dni nie były już takie wygodne musieliśmy już siadać i jechać rowerem wiedząc ze trenowałem wiedziałem ze musi mi się to udać jak jechaliśmy na sam początek w Polsce było bardzo ciężko te wszystkie górki rozwalały mnie ale jechałem dalej bo wiedziałem ze gdzieś musi być zjazd co najbardziej lubiłem, potem wjechaliśmy na teren Słowacji było fajnie droga była fantastyczna przez pagórki aż po zjazd, klimat był fajny nie było ani za gorąco ani za zimno pogoda była fajna. Następnego dnia wjechaliśmy do Węgier gdzie droga była płaska i bardzo szybko się jechało to wtedy pierwszy raz przejechaliśmy powyżej 200 km i to nie było tylko to co zrobiliśmy pierwszy raz w tym kraju, spaliśmy w namiotach gdzie było bardzo duszno w nocy i nagle spadł deszcz. Tego ranka po pierwszym deszczu jechaliśmy dalej, było ślisko trzeba było być bardzo czujny. Następnie dojechaliśmy do Budapesztu stolicy Węgier tam przywitały nas siostry zakonne było świetnie, mieliśmy pierwszy dzień zwiedzania i odpoczynku. Potem jechaliśmy ciągle aż wyjechaliśmy z państwa naszych pierwszych doznań na tej wyprawie i dojechaliśmy do Serbii.  W Serbii było bardzo podobnie do Węgier, ale było nieco cieplej, trzeba było jechać i to właśnie w tym kraju był drugi dzień zwiedzania i odpoczynku w Belgradzie następnym naszym krajem była Bułgaria i to był kraj do której stolicy dojechaliśmy z jedno dniowym zapasem. Nadrobiliśmy jeden dzień, który wykorzystaliśmy na regenerację i odpoczynek, dojechaliśmy do Sofii przekraczając drugi raz 200km. Z Sofii dojechaliśmy do Skopie to był nasz cel. Udało się!!! Chwała na całe życie!, jak to mawiał mój kolega. Właśnie w Macedonii udało mi się pobić swój rekord prędkości pojechałem aż 80km/h bardzo byłem z siebie dumny ze udało mi się dojechać a mam zaledwie 14lat. Jak jechaliśmy już w Macedonii to były super widoki skał które się sypały, przejeżdżaliśmy w tunelach w górach które miały wysokość około 1500 metrów nad poziomem morza jak i nie więcej,  widoki były bardzo fantastyczne. Do Skopie również dojechaliśmy z jedno dniowym wyprzedzeniem i wykorzystaliśmy go na odpoczynek i zwiedzanie. Ostatnie dwa dni spędziliśmy nad jeziorem Ohryd, w którym woda miała około 24 stopnie a słońce prażyło.

Moim zdaniem opłaca się pojechać na taka wyprawę i nie raz jeszcze pojadę dla takich rewelacyjnych przeżyć . Przez ta wyprawę pokochałem rower i wiem ze dojadę na nim wszędzie nawet na koniec świata!!!

Adam Małecki

 

To był jeden z tych dni, kiedy się wsiada na rower i myśli „jak bardzo mi się nie chce”. I to wcale nie był dzień, gdzie padało i było do przejechania zaledwie 150km – przed nami zapowiadało się długie i  planowane 225km. Planowane, ponieważ wyszło trochę więcej – 232km.

Tak więc, bardzo mi się nie chciało. Do tego zaczęły wychodzić mi różne dolegliwości kolanowe, co jeszcze bardziej potęgowało chęć przejechania się busem. Początek trasy nie był najgorszy, jednak z każdym kilometrem wiało coraz bardziej, słońce stawało coraz wyżej, a droga była coraz gorsza. Idealne warunki by zejść z roweru. Tyle dobrego, że nie było pod górę, ale płaska droga powodowała, że ten dzień nie zmierzał ku końcowi.

Po przejechanych chyba 90km nasza grupa była już mniejsza. Słońce dawało ostro w kość a liczniki wskazywały temperaturę 46,6°C! Było naprawdę ciężko. Nie każdy dawał radę jechać w takim upale. Na krótkich postojach cieszyliśmy się z lodów i zimnej wody w szlaufach przy stacji. Dobrze było się czymś schłodzić, nawet od środka.

Ostatecznie ja nie wsiadłam do busa mimo swoich małych cierpień i asfaltówek, których się po drodze nabawiłam. A wszystkim uczestnikom wyprawy udało się zdobyć pierwsze 200km (były jeszcze takie dwa wybryki).

Katarzyna Derda

 

Wyprawa rowerowa do Macedonii była moją drugą tego typu podróżą w życiu (pierwszą była Albania 2015). Na pewno obie wyprawy były inne, zarówno pod względem widoków, pogody, ekipy jadących osób itp., ale obie będę wspominał z uśmiechem na twarzy i polecał każdej osobie tego typu wyzwania w życiu. Do wyprawy tej nie miałem zbyt wiele czasu na przygotowanie fizyczne-typowo rowerowe, gdyż był to koniec semestru, a początek wakacji czyli początek sesji egzaminacyjnej na uczelni, gdzie bardzo dużo czasu pochłaniała wtedy nauka. Wsiadając pierwszy raz na rower treningowy w niedziele o godzinie 23, tydzień przed wyprawą, gdyż dopiero wtedy znalazłem czas wolny w głowie mówiłem sobie- chłopie gdzie Ty się wybierasz, został Ci tydzień, a to jest twój pierwszy porządny trening. Jednakże mimo tak skromnego przygotowania rowerowego w tym roku, wyprawa poszła mi bardzo dobrze z czego jestem wielce zadowolony. Zapewne jest to też spowodowane doświadczeniem jakie zdobyłem na Albanii, które jest bardzo cenne. W tym roku planowo mieliśmy zrobić tylko raz ponad 200 km, jednakże ku mojemu zadowoleniu udało się pokonać nam trzy razy barierę ponad 200 km dziennie i  było to znacznie więcej. Dzięki temu mogliśmy mieć całe dni wolne w 4 europejskich stolicach. Mimo tak młodej grupy i różnicy wieku między nami w tym roku, złapałem z kolegami dobry, wspólny język. Tak jak ja służą w koszalińskiej katedrze jako ministranci. Codziennie mieliśmy z czego pożartować, pośmiać się, ale też kiedy trzeba było to ich motywowałem do kręcenia rowerem dalej, bo jako zamykający na trasie najlepiej widziałem kto w trakcie jazdy próbuje odpuszczać, a przecież my nie odpuszczamy :). Każda odwiedzona przez nas stolica była bardzo ładna jednakże najładniejsza wg mnie była panorama Budapesztu nocą oraz Skopje nocą. Na szczęście dzięki temu, że udało nam się dojechać do celu szybciej to stwierdzić można, że nie musieliśmy jechać w deszczu, co również bardzo mnie cieszy. Trasa była wymagająca, bo często świeciło słońce cały dzień i była wysoka temperatura, były etapy górskie jednakże zawsze w głowie miałem myśl, że po podjeździe będzie zjazd, a wtedy już jest zastrzyk endorfin, prędkości i stajemy się szybsi od aut na trasie, co bardzo, bardzo lubię. Kolejną rzeczą która mi się spodobała i była też naszą inicjatywa to ranne pobudki o 5:00 by wsiadać na rower jak najwcześniej. Wtedy nie jechaliśmy w pełnym słońcu całego dnia, a o godzinie 17 mieliśmy już na liczniku przejechane 200 km, co jeszcze bardziej mnie osobiście motywowało do tak rannych pobudek mimo, że jestem śpiochem 🙂 Widoki, potrawy, ludzie, miłe zachowania obcokrajowcy wobec nas podczas wyprawy na długo pozostaną w mojej pamięci. 

Grzegorz Szumilas

 

19 grudnia 2016 r. podczas miłej i sympatycznej pogawędki na sali operacyjnej poznańskiej kliniki ortopedycznej, usłyszałem że jest gorzej niż myśleliśmy. Okazało się, że pamiętnego 23 maja, Pani z srebrnego Opla, która twierdząc, że mnie nie widziała a jednak skutecznie we mnie trafiła (to wydarzenie przeniosło projekt Macedonia z 2016 na 2017), zerwała mojego nowiuśkiego ACLa, który służył mi szczęśliwie od 2004 roku. Pan doktor Tomasz usunął popsute części z mojego kolana, a powstałe ubytki zasypał „mrożonkami” i określił, że nowe wiązadło będziemy wstawiać za pół roku. Niech ksiądz zgubi wagę, zrobi dużą nogę i zapraszam!!! To znaczy, że mogę w lipcu…??? Tak! Odpowiedział z uśmiechem skrywanym pod operacyjna maską, niech ksiądz jedzie rowerem do Macedonii i dobrze przygotuje kolano do remontu.  Ale byłem szczęśliwy!!!

Oczywiście wielka radość, przeplatała się ze złością. Zapowiedź kolejnej operacji i długiej rehabilitacji tylko dlatego, że kierowcy prowadząc swoje auta nie patrzą na rowerzystów!!! Oprócz tego wiele wątpliwości jak to będzie? Do tej pory każdego roku przygotowywałem wyprawę, zbierałem ekipę, sam sporo trenowałem i w świat. Było tak już zwyczajnie i stabilnie, z wielkim prawdopodobieństwem sukcesu. A teraz? Czy dam radę? Jak tu jechać po jednej operacji i przed drugą, no i bez paru części w kolanie? Rok przerwy spowodowanej wypadkiem, odbierał całą pewność siebie wynikającą z wcześniejszego doświadczenia. A co z tym co w głowie, zwyczajnie po wypadku zacząłem się bać kierowców i ich samochodów, nie wierząc że prowadzący zachowają się umiejętnie i bezpiecznie.

Kolejnym zmartwieniem było przygotowanie jadącej ekipy. Okazało się bowiem, że starzy wyjadacze wyprawowych tras tym razem nie pojadą. Rok przerwy i wypada się z tępa: studia, praca, obowiązki domowe i rodzinne. Wyszło w końcu, że największym doświadczeniem mogło pochwalić się dwoje studentów: Kasia (wyprawy do Londynu i do Albanii) i Grześ (wyprawa do Albanii). Ta dwójka otrzymała więc wiele odpowiedzialnych zadań. Kasia współprowadziła grupę, jadąc w pierwszej parze, dyktując prędkość i zbierając na siebie opór wiatru (przy prędkości 30 km/h i bezwietrznej pogodzie jazda z przodu to wysiłek większy o ok. 30 %). Grześ, dodatkowo oznaczony elementami odblaskowymi, zamykał grupę, dbał o bezpieczeństwo, motywował tych co nie dokręcali i nie trzymali koła, zbierał wszystko co wypadło jadącym w grupie. Oprócz tych zadań, które zresztą wypełniali znakomicie, ta dwójka zajmowała się wieloma innymi odpowiedzialnymi sprawami, opiekowali się całą resztą. Resztę stanowiło pięciu wspaniałych ale bardzo młodych, mających po 14 lat chłopaków (oczywiście ministranci i lektorzy katedry oraz członkowie KKKS): Adam, Antonii, Paweł, Czarek i Michał. Ta piątka otrzymała najtrudniejsze zadanie: dojechać cało i zdrowo!!! Zadanie bardzo trudne z racji wspomnianego wieku i bardzo małego doświadczenia jazdy rowerem kolarskim na takich dystansach, w takich górach i na ekstremalnym słońcu. Oprócz tego daleko od domu i różnych nieznanych krajach. Oprócz tego brak większego doświadczenia jazdy w peletonie kolarskim, czyli blisko siebie i na kole kolegi – zwyczajnie nie było zbyt wiele czasu by się tego nauczyć (decyzja o wyjeździe w połowie maja, na koniec maja poskładane przez pana Jana Antkowiaka rowery i niewiele czasu na wspólne treningi). Tyle znaków zapytania nie miałem nigdy, jak to wszystko wystartuje i pojedzie????????

I co? REWELACJA!!! Wszystko zagrało, każdy z uczestników dał z siebie wszystko co mógł w przygotowaniach i o wiele więcej (niż sam myślał i wszyscy inni twierdzili) podczas wyprawy. Pełne zdyscyplinowanie, chętne podejmowanie wyznaczonych zadań, mądre i rozsądne posłuszeństwo i wiara, że dzięki Bogu i przy pomocy kolegów oraz Kasi wszystko się uda! Niesamowicie wielką pomocą okazała się ekipa busa: Pan Marcin z asystentem Kubą i Pan Jan – troszczyli się o nas wyjątkowo, nigdy nie zabrakło nam niczego (coś jak w Psalmie 25). I jeszcze na dodatek ci wszyscy ludzie, których Pan Bóg postawił na naszej drodze – jak by pozbierał samych dobrych i poustawiał w szeregu wzdłuż trasy i w czasie przygotowań.

Efektem tego wszystkiego, ta najmłodsza ekipa w historii moich wypraw rowerowych po świecie (wyprawa do Macedonii była 20 – tą tego typu), jechała szybciej i sprawniej niż przewidywał plan. Z jedenastu rozpisanych odcinków zrobiliśmy całość w dziewięć etapów. Nikt się nie przewrócił, nie było kraksy. Nikt na stałe nie odniósł kontuzji, choć lokalne boleści na szczęście występowały (w myśl powiedzenia, że jak cię coś boli to czujesz, że żyjesz!!!). Rowery przygotowane przez wspomnianego Pana Jana Antkowiaka spisywały się rewelacyjnie, żadnych problemów technicznych, nikt nawet nie przebił dętki (jedynie Adam z racji na posiadany rower, więc i koła starszej konstrukcji dwa razy szczypnął dętkę – wymieniliśmy koło na nowsze serwisowe i po kłopocie). Na dodatek wspaniały czas zwiedzania Budapesztu, Belgradu, Sofii, Skopie i Ohrydu, a na deser odpoczynek nad przepięknym Jeziorem Ohrydzkim.

Jak to wszystko się tak udało, przecież wątpliwości i obaw było aż nadto!!! Dla ludzi wierzących odpowiedź jest jedna – BOŻA OPATRZNOŚĆ!!! A jak ktoś nie wierzy to i tak nam nie uwierzy, że tego wszystkiego dokonaliśmy.

Skoro tak to wszystko się ma, to nie ma się nad czym zastanawiać, za rok trzeba jechać w kolejną trasę – niech cuda nadal się dzieją a my bądźmy ich uczestnikami!

Ks. Mariusz Ambroziewicz

 

SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA DLA:

– Pani dr Zofii Ilijasz

– Pani Marii Trejder – UBEZPIECZENIA

– Pani Aliny Maciejewskiej i firmy SORENO

– p. Romana Synowskiego i firmy WINDHUNTER i AKADEMIA WIATRU

– p. Jaromira Kaczanowskiego i firmy FUHRMANN (BROWAR POŁCZYN)

– p. Jana Antkowiak i firmy JAANBIKES

– p. Jarosława Maciejewskiego i firmy PIEK – HURT

– Państwa Ewy i Aleksandra Rutkowskich

– Caritas diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej

– Młodzieżowego Ośrodka Adaptacji Społecznej w Koszalinie

– Firmy PHARMA NORD

– Firmy VICTORIA CYMES

– KOSZALIŃSKIEGO KATEDRALNEGO KLUBU SPORTOWEGO

– Wszystkim, którzy się za nas modlili, dali nam dach nad głową i podzielili się posiłkiem

• Podziel się przez:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Blip
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj